- Niestety...
- Wiesz, w sumie to był mój pomysł, żebyś mi pomagała. -Powiedział z tak szyderczym uśmiechem, że miałam ochotę splunąć mu w twarz, ale odgoniłam od siebie ta myśl. Nie będę się zniżać do jego poziomu.
- Na szczęście jestem na tyle inteligentną i wykształconą osobą, że bez najmniejszego problemu pomogę Ci w nauce. - pominęłam fakt, że będę mieć podwyższone zachowanie i dodatkowe oceny - Kiedy możemy zacząć? - ha. Zatkało go. Jego mina, bezcenna.
* * *
Mimo iż przyjemne to nie było, nie było aż tak źle. Okazało się, że Nikodem nie jest tak głupi, za jakiego go miałam. Był N A W E T spoko. Rozmowa z nim nie była tak męcząca, jak mi się wydawało. Mamy wiele wspólnych tematów i lubimy podobne rzeczy. On również na silny charakter, lecz w przeciwieństwie do mnie, uwielbia się wywyższać (palant). Słuchamy podobnej muzyki, ale jest jeden fakt, który burzy ten piękny wizerunek, a mianowicie - Nikodem nie cierpi czytać. To go skreśla w moich oczach. Nie rozumiem tego, przecież czytanie jest piękne a książki są najlepszymi przyjaciółmi! Jeżeli będziemy kontynuować jego kształcenie w moim zakresie, to będę musiała schować dumę "do kieszeni" bo inaczej nic z tego nie wyjdzie.
* * *
- Jak tam randka nad książką? Całowaliście się? Jesteście parą? W ogóle zaglądaliście do książek, czy cały czas się lizaliście? Jaki on jest? Dobrze całuje? Kiedy następna randka? A może będziecie się spotykać nocą? - Ledwie weszłam do pokoju Weronika zbombardowała mnie ilością pytań.
- Co? Serio? O co Ci chodzi?! Przecież ja mu tylko pomagam w nauce! Nic nas nie łączy...ba, mało tego, nigdy nic nas nie będzie łączyć! Przecież to nie jest mój poziom intelektualny, nie mogłabym być z miks jego pokroju. - Tłumaczyłam się - A poza tym, to to jest nie etyczne-tak ze swoim uczniem - bo jakby nie patrzeć, to on jest moim uczniem.
Weronika zasępiła się i uparcie próbowała przetrawić to co do niej mówię. W końcu pokiwała głową z uznaniem :
- Czyli masz bardzo wygórowane wymagania...WOW, to dobrze. Nie będziemy się zadawać z hołotą. - W tym momencie polubiłam ją. I od tej pory zmieniłam o niej zdanie. Szybko się zaprzyjazniłyśmy i okazało się że mamy tak wiele wspólnych tematów...zostałyśmy najlepszymi przyjaciółkami, więc nici z wojny...no i oczywiście nie będę mieszkać sama.
***
- OMG! Jaki czad! Tak strasznie się cieszę że już Święta! Przecież to taki cudowny czas! Tyle radości i szczęścia, a ile miłości?! - Weronika od rana gadała jak najęta - Tak dawno nie byłam w domu, i zobaczę Kacperka (bratanek Wery, ma do niego słabość). Tak wiem. Nie lubisz dzieci - Dodała gdy spostrzegła moją minę - Ale Kacper jest naprawdę uroczy. A Ty masz zamiar pojechać do domu?
- Nie. Moi rodzice nie uwzględniają takiej sytuacji. Tłumaczą się tym, że niby "ciężko znaleźć loty powrotne. Nie zdążysz na początek półrocza. Lotniska będą zawalone." Tak. Oczywiście, no ale co tam. Dam radę. Będziemy pisać. Kiedy wyjeżdżasz?
- Jutro z rana. Mam nadzieję że Cię nie obudzę.
- Ja też mam taką nadzieję - Obie wybuchnęłyśmy śmiechem.
* * *
Siedziałam sama w bibliotece..Było tak pusto...prawie nikogo nie było. Tylko ja, książki i pan dozorca ( czy jakoś tak ;p) . Zagłębiałam się w fizyce kwantowej. Nie był to mój ulubiony temat, lecz chcąc czegoś nauczyć, musiałam o tym wiedzieć prawie wszystko. Okazuje się, że uczenie Nikodema wychodzi mi na dobre. Nie dość, że sama jestem mądrzejsza, mam lepszą ocenę z zachowania, nabijają mi się punkty za działalność na rzecz innych, to jeszcze jestem bardziej cierpliwa i otwarta na innych. Weronika zaprzyjaźniła się z Nikim (tak jak i ja), więc teraz stanowimy " TRÓJCĘ". A więc z mozołem próbowałam dowiedzieć się czegoś ciekawego, gdy ktoś od tyłu mnie przytulił, znałam ten dotyk
- Hej Niki! Ty jeszcze nie wyjechałeś?
- Nie, jeszcze nie. Za piętnaście minut przyjedzie po mnie taksówka. Przyszedłem się,pożegnać. - Przytulił mnie. Uwielbiałam jak mnie przytula. Był taki ciepły...w jego silnych ramionach czułam się bezpieczna. Jakby mógł mnie ochronić przed tym złym światem.
- Będziesz pisać?
- Będę tęsknić. - cmoknął mnie w czoło ( wie jak nie cierpię gdy to robi) i odszedł, pozostawiając mnie samą na pastwę fizyki. Po godzinie już zaczynałam rozumieć każde zganienie, jakie mogłoby mi się przydać (nie tylko gdy próbuję nauczyć czegoś Nikodema), gdy ktoś do mnie podszedł
- Aleś Ty urosła skarbie! Wyglądasz super! Aż normalnie zdarł bym z Cb ta kieckę ( miałam na sb granatową sukienkę przed kolano, z krótkim rękawkiem i dekoltem w łódeczkę). - Byłam sparaliżowana strachem. Nie wiedziałam co zrobić, a tym bardziej, kto do mnie mówi....ledwo zdołałam unieść głowę znad książki i spojrzeć w stronę z której dochodził głos.
- Posrało Cię? Kim jesteś?
- Księciem... - Ale jak to? Nic nie rozumiem! Przecie to niemożliwe. Zatkało mnie. W końcu wykrztusiłam
-P...pprzeecież.....Tt...Tty..
* * *