Life-fiction

Jak nazwa wskazuje jest to opowiadanie o zyciu (life) i fikcji (fiction). Pisanie tego typu opowiadanie polega na tym ,ze jestes glownym bohaterem. Wplatasz w t opowiadanie ,swoja rodzine, przyjaciol i znajomych robiac ja idealnym dla Ciebie zyciem. ~ Gosia Lempart, autorka pierwszego life-fiction HIWTL.

poniedziałek, 18 maja 2015

Rozdział 4

- No to będziemy się częściej widywać
- Niestety...
- Wiesz, w sumie to był mój pomysł, żebyś mi pomagała. -Powiedział z tak szyderczym uśmiechem, że miałam ochotę splunąć mu w twarz, ale odgoniłam od siebie ta myśl. Nie będę się zniżać do jego poziomu.
- Na szczęście jestem na tyle inteligentną i wykształconą osobą, że bez najmniejszego problemu pomogę Ci w nauce. - pominęłam fakt, że będę mieć podwyższone zachowanie i dodatkowe oceny - Kiedy możemy zacząć? - ha. Zatkało go. Jego mina, bezcenna.
* * *
Mimo iż przyjemne to nie było, nie było aż tak źle. Okazało się, że Nikodem nie jest tak głupi, za jakiego go miałam. Był N A W E T spoko. Rozmowa z nim nie była tak męcząca, jak mi się wydawało. Mamy wiele wspólnych tematów i lubimy podobne rzeczy. On również na silny charakter, lecz w przeciwieństwie do mnie, uwielbia się wywyższać (palant). Słuchamy podobnej muzyki, ale jest jeden fakt, który burzy ten piękny wizerunek, a mianowicie - Nikodem nie cierpi czytać. To go skreśla w moich oczach. Nie rozumiem tego, przecież czytanie jest piękne a książki są najlepszymi przyjaciółmi! Jeżeli będziemy kontynuować jego kształcenie w moim zakresie, to będę musiała schować dumę "do kieszeni" bo inaczej nic z tego nie wyjdzie.
* * *
- Jak tam  randka nad książką? Całowaliście się? Jesteście parą? W ogóle zaglądaliście do książek, czy cały czas się lizaliście? Jaki on jest? Dobrze całuje? Kiedy następna randka? A może będziecie się spotykać nocą? - Ledwie weszłam do pokoju Weronika zbombardowała mnie ilością pytań.
- Co? Serio? O co Ci chodzi?! Przecież ja mu tylko pomagam w nauce! Nic nas nie łączy...ba, mało tego, nigdy nic nas nie będzie łączyć! Przecież to nie jest mój poziom intelektualny, nie mogłabym być z miks jego pokroju. - Tłumaczyłam się - A poza tym, to to jest nie etyczne-tak ze swoim uczniem - bo jakby nie patrzeć, to on jest moim uczniem.
Weronika zasępiła się i uparcie próbowała przetrawić to co do niej mówię. W końcu pokiwała głową z uznaniem :
- Czyli masz bardzo wygórowane wymagania...WOW, to dobrze. Nie będziemy się zadawać z hołotą. - W tym momencie polubiłam ją. I od tej pory zmieniłam o niej zdanie. Szybko się zaprzyjazniłyśmy i okazało się że mamy tak wiele wspólnych tematów...zostałyśmy najlepszymi przyjaciółkami, więc nici z wojny...no i oczywiście nie będę mieszkać sama.
***
- OMG! Jaki czad! Tak strasznie się cieszę że już Święta! Przecież to taki cudowny czas! Tyle radości i szczęścia, a ile miłości?! - Weronika od rana gadała jak najęta - Tak dawno nie byłam w domu, i zobaczę Kacperka (bratanek Wery, ma do niego słabość). Tak wiem. Nie lubisz dzieci - Dodała gdy spostrzegła moją minę - Ale Kacper jest naprawdę uroczy. A Ty masz zamiar pojechać do domu?
- Nie. Moi rodzice nie uwzględniają takiej sytuacji. Tłumaczą się tym, że niby "ciężko znaleźć loty powrotne. Nie zdążysz na początek półrocza. Lotniska będą zawalone." Tak. Oczywiście, no ale co tam. Dam radę. Będziemy pisać. Kiedy wyjeżdżasz?
- Jutro z rana. Mam nadzieję że Cię nie obudzę.
- Ja też mam taką nadzieję - Obie wybuchnęłyśmy śmiechem.
* * *
Siedziałam sama w bibliotece..Było tak pusto...prawie nikogo nie było. Tylko ja, książki i pan dozorca ( czy jakoś tak ;p) . Zagłębiałam się w fizyce kwantowej. Nie był to mój ulubiony temat, lecz chcąc czegoś nauczyć, musiałam o tym wiedzieć prawie wszystko. Okazuje się, że uczenie Nikodema wychodzi mi na dobre. Nie dość, że sama jestem mądrzejsza, mam lepszą ocenę z zachowania, nabijają mi się punkty za działalność na rzecz innych, to jeszcze jestem bardziej cierpliwa i otwarta na innych. Weronika zaprzyjaźniła się z Nikim (tak jak i ja), więc teraz stanowimy " TRÓJCĘ". A więc z mozołem próbowałam dowiedzieć się czegoś ciekawego, gdy ktoś od tyłu mnie przytulił, znałam ten dotyk
- Hej Niki! Ty jeszcze nie wyjechałeś?
- Nie, jeszcze nie. Za piętnaście minut przyjedzie po mnie taksówka. Przyszedłem się,pożegnać. - Przytulił mnie. Uwielbiałam jak mnie przytula. Był taki ciepły...w jego silnych ramionach czułam się bezpieczna. Jakby mógł mnie ochronić przed tym złym światem.
- Będziesz pisać?
- Będę tęsknić. - cmoknął mnie w czoło ( wie jak nie cierpię gdy to robi) i odszedł, pozostawiając mnie samą na pastwę fizyki. Po godzinie już zaczynałam rozumieć każde zganienie, jakie mogłoby mi się przydać (nie tylko gdy próbuję nauczyć czegoś Nikodema), gdy ktoś do mnie podszedł
- Aleś Ty urosła skarbie! Wyglądasz super! Aż normalnie zdarł bym z Cb ta kieckę ( miałam na sb granatową sukienkę  przed kolano, z krótkim rękawkiem i dekoltem w łódeczkę). - Byłam sparaliżowana strachem.  Nie wiedziałam co zrobić, a tym bardziej, kto do mnie mówi....ledwo zdołałam unieść głowę znad książki i spojrzeć w stronę z której dochodził głos.
- Posrało Cię? Kim jesteś?
- Księciem... - Ale jak to? Nic nie rozumiem! Przecie to niemożliwe. Zatkało mnie. W końcu wykrztusiłam
-P...pprzeecież.....Tt...Tty..
....Ty nie żyjesz!
* * *

czwartek, 5 marca 2015

Rozdzial 3

   Nie dogonię go, choć bym biegła sprintem, nie dogonię go!  Z dwóch powodów, pierwszy - za minutę dzwonek (a ja nie mogę się spóźnić! Nie mogę!), drugi - nie wiem gdzie pobiegł, dosłownie w jednej chwili zniknął mi z oczy. Zrezygnowana się zatrzymałam i zaczęłam się wyklinać za to ,że przez moją nie u ważność straciłam zeszyt.
- Hej! Jesteś wreszcie, już się bałam, że nie przyjdziesz i będę musiała siedzieć sama, lub, co gorsza, z jakimś oblechem, albo z kimś zupełnie obcym!?
-Spokojnie, nigdy się się nie spóźniam na lekcje - zaraz?! Co ona powiedziała? - Jak to? Ty chcesz ze mną siedzieć?
-No tak, jesteś moją jedyna, jak na razie, koleżanką - dodała z ufnym uśmiechem.
-Oh...aha - odpowiedziałam, gdyż nic innego nie przyszło mi do głowy
***
-Dzień dobry - powiedział inaczej niż zwykle nauczyciel - Jak już pewnie zauważyliście, mamy w klasie dwóch nowych uczniów. Weronikę - wskazał na (chyba zawsze) uśmiechniętą Weronikę i na niego - i Nkodema.
WOW! Ale ładne imię, szkoda je marnować, na kogoś takiego.
Obydwoje wstali i pomachali klasie. Usiedli, a klasa nie wyglądała na zadowoloną z nowych.
-Dobrze, a teraz przejdźmy do zadania domowego - wstrzymałam oddech - Może Gosia, ty zawsze masz takie ciekawe wypowiedzi - NIE! To się nie dzieje naprawdę!!!
- Panie profesorze, ja mam jej zeszyt. Pożyczyłam go wczoraj , żeby przygotować się do dzisiejszej lekcji. Oczywiście oddałem go wczoraj, żeby koleżanka mogła odrobić zadanie i znów go pożyczyłem, żeby spr czy dobrze zrozumiałem treść zadania. - powiedział Nikodem ku zdziwieniu wszystkich i ku mojej radości, ale zaraz?! Ja nie mam zadania, bo on mi go nie oddał!
- Czy mogę wstać i podać jej zeszyt?
- Oczywiście, wręcz nalegam.
Wstał, podał mi zeszyt. Byłam sparaliżowana, a on puścił do mnie "oczko". Boże?! Jak ja go nienawidzę.
-Dobrze, przejdźmy do tematu
***
Po lekcji podeszłam do nauczyciel, bo mnie o to poprosił.
-Gosiu, widzę, że chcesz pomóc nowej koleżance, ale myślę, że Nikodem bardziej potrzebuje Twojej pomocy, więc od następnych zajęć będzie siedziała z Tb w ławce - Powiedział, jak by to była najnormalniejsza rzecz y życiu - A! Był bym zapomniał, będziesz co dziennie po lekcjach tłumaczyć mu notatki i wszystko, czego nie zrozumiał, lub nie zrozumie. - Dodał, a ja (oprócz facepalm) poddałam się, bo wiedziałam, że dyskusja nic nie da.

sobota, 20 grudnia 2014

Rozdzial 2

*  *  *
   Bosko! Muszę się wracać! Oj, a jak znowu go spotkam? Dobra, nie ważne, potrzebuję tego zeszytu!  Myślałam sobie pędząc korytarzem do biblioteki. Gdy tam dotarłam zaczęłam  się zastanawiać nad tym, gdzie mogłam zostawić mój zeszyt. O! Olśniło mnie! Na pewno został przy moim stoliku ( tylko ja tam siedzę)! Kurcze! Nie ma go... Jestem Pewna, że go tam zostawiłam... O! Co to? Na moim stoliku leżała karteczka. Podniosłam ja (kurcze, troche jak w grze Slender).
"MAM TWÓJ ZESZYT SKARBIE...
I DALEJ BOLI MNIE GŁOWA"
  Załamałam się! Nawet nie wiem jak on ma na imię! O nie! Jestem skończona! Moja opinia wzorowej uczennicy też jest skończona. Jak ja odrobię zadania? No jak? Załamana wróciłam do mojego pokoju, nastawiłam budzik na 5:30 i poszłam spać, choć było jeszcze wcześnie.

*  *  *
   Sen: 
-Zadanie domowe przeczyta nam Gosia-powiedział nauczyciel
-P.....panie....ppprr...proff...-wdech i wydech- Panie profesorze, nie odrobiłam zadania domowego.- Wykrztusiłam jednym tchem, i usiadłam na krześle rozkładając mój pulpit. Po klasie rozbiegły się szepty i szmery. Oczywiście nie obyło się bez komentarzy typu "imposible" czy " I can't belive that" , a ja poczułam, że moją twarz oblewa rumieniec.
- Czyli nie odrobiłaś zadania domowego, hym... to dość....interesujące- on był chyba bardziej zdziwiony niż klasa - No cóż, to tw pierwszy brak zadania od 2 lat, więc i tak dostaniesz 1 ! - zaśmiał się szyderczo, a klasa dołączyła do niego.

*  *  * 

  Cała poddenerwowana szłam korytarzem na lekcje, nwt nie zauważyłam, że zaczęły się schody i oczywiście się wywaliłam. Poczułam, że ktoś mnie podnosi (co mnie mega zaskoczyło). Oczywiście to musiał być on. Uśmiechnął się do mnie.
-Hejka blondi, jak główka?
- Co Cię to obchodzi? - i od razi oprzytomniałam- Znaczy dobrze, dziękuję, a twoja? Dalej boli?
-Hahaha! Nie ze mną takie numery, tak łatwo nie będzie - Pomachał mi zeszytem przed oczami u zaczął biec. Czemu on mi to robi? No ja się pytam czemu?!


Rozdzial 1

   Hejka ,mam na imię Gosia i to jest moje life-fiction. Mam 15 lat (kończę w styczniu), mieszkam w Nowym Jorku i chodzę do szkoły z internatem. Uczę się w miarę dobrze i od paru lat nie widziałam moich rodziców. Urodziłam się w Polsce ,ale wyjechałam by kształcić się w NY. 
   Jestem szczupła i mam bardzo długie kręcone blond włosy oraz niebieskie oczy. Do szkoły chodzę nawet w soboty (nie muszę ,ale chcę). Nie mam przyjaciół i jestem bardzo samotna, naprawdę samotna.
                                                                              ***
   Pewnego dnia gdy siedziałam w szkolnej bibliotece i kartkowałam mój ulubiony magazyn, Forever Yours, podeszła do mnie jakaś dziewczyna.
-Cześć! - uśmiechnęła się. - Jestem Weronika, oczywiście nowa. - na jej twarz wtargnął grymas. - Słyszałam ,że jesteś z Polski. I wiesz co? Ja też! - zachichotała coraz bardziej mnie denerwując. - Niby jestem tu kilka godzin ,ale uwielbiam to miejsce! Podobno ty też? Może to nie Londyn ,ale tu jest równie zaiście!  Lubisz może One Direction? Ja jestem ich największą fanką na całym tym jebanym świecie! - zaczęła gestykulować rękami.
-Yhym...okey, super ,a teraz możesz sobie stąd iść? Nie zauważyłaś ,że nie mam ochoty na pogaduchy? Nie? To wielka szkoda. - sarkastycznie się uśmiechnęłam. - A teraz żegnaj. - warknęłam.
   Pewnie myśli ,że jestem suką ,ale mam to gdzieś. Nie mam ochoty na znajomości z osobami jej pokroju...idealnymi "dziewczynkami" ,które nic nie mają innego do roboty niż obgadywanie urody płci przeciwnej.
-Ok, ale chciałam jeszcze tylko powiedzieć ,że będziemy razem mieszkać. - jak to powiedziała od razu ode mnie odeszła ,zostawiając mnie samą z mętlikiem w głowie. Niby sama ją o to prosiłam. 
   Dopiero teraz do mnie dociera ,że będę mieć współlokatorkę...co? Nie, nie, nie! Ja się na to nie zgadzam! Nie będę mieszkać z takim babskiem w jednym pokoju! Wolałabym już chyba zrobić zadania domowe całej klasie!
   Ale chwileczkę, czym ja się przejmuję? Przecież ona nie wytrzyma ze mną nawet tygodnia bo zrobię jej takie piekło! Wdech, wydech i wojnę czas zacząć! Wiadomo kto jest tu przegranym. I znowu będę miała pokój tylko dla siebie! 
   Tylko jakoś mnie to nie cieszy...tak szczerze. Głupio się zachowałam, potraktowałam ją gorzej niż jakiegokolwiek czarnoskórego (tak jestem rasistką, problem?). Nie powinnam była tak reagować, bo ona tylko chciała być miła. W sumie to ją rozumiałam, bo teraz już nie byłam jedyną Polką w tej szkole, no i mogła ze mną w ojczystym języku porozmawiać. 
   Kiedyś chodziła tu taka Ania i była moją przyjaciółką ,ale tak jakoś wyszło ,że do dzisiaj jestem sama...zamknęłam już dość nieprzyjemny rozdział.
                                                                         ***
      Czy ten dzień może być jeszcze gorszy i bardziej mnie zdołować? Wychodząc z biblioteki wpadłam na jakiegoś chłopaka. Nie widziałam go nigdy wcześniej. Ciekawe. Niestety książki wypadły mi z ręki ,więc chciałam je podnieść ,a on, nie dość ,że się uśmiechnął jakby uciekł z psychiatryka, to jeszcze się po nie schylił! Oczywiście nie uważam ,że to źle ale...jest jeszcze ten fakt ,że ja też to zrobiłam. I niestety zderzyliśmy się głowami. Głupio się zaśmiał, ukazując swoje białe zęby.
-Cześć blondi, masz twardą głowę. Wiesz
Takimi podrywami nie zajdziesz daleko, przyszły pedofilu.
-Naprawdę? Nie wiedziałam. - byłam wściekła więc go wyminęłam i pobiegłam do pokoju. 
   Rozłożyłam swoje książki na biurku i zabrałam się za naukę...albo przynajmniej próbowałam, bo nie mam zeszytu gdzie wszystkie ważne notatki były zapisane! O mój Boże! Musiał zostać w bibliotece!